Odcinek #297 – Reminiscencje wiosenne vol VI

Jeśli by ktoś zapytał, kiedy poczułem się naprawdę podcasterem, i kimś innym, kimś, kto jest częścią czegoś niesamowitego, to odpowiem tak: nasz wyjazd i pierwsze spotkanie, pierwszy zjazd polskich podcasterów w Amsterdamie, to właśnie wtedy. Wtedy coś się ruszyło, wtedy mnie coś ruszyło… Maj 2006. Grupa wariatów z mikrofonami, zakabelkowanych, co z nieprzymuszonej woli gadają jak najęci. I właśne wtedy, w maju, w Amsterdamie poczułem naprawdę czym jest podcasting. W pierwszym amsterdamskim odcinku, właśnie w nim, lecimy i gadamy lotniskowo, gadamy samolotowo i witamy się z gośćmi. Szkoda, że Państwo tego nie czyją – mówiła Zuzka… szkoda, że Państwo tego nie czują… i pewnie już nie poczują…

Pamiętam zdjęcia z Flickr’a jak to Szczepan z mikrofonem i czapką biega po Amsterdamie :) Ale były czasy.
Słuchałem tego nie tak dawno w ramach poznawania archiwaliów NTDO i powiem, że nie do pobicia są wrażenia, przed takimi spotkaniami. Jeszcze nie wiemy czego możemy się spodziewać, jak rzeczywistość zweryfikuje pewne wyobrażenia. Tak samo było gdy zajeżdżałem w czerwcu do Macieja, dzień później razem z nim do Adama i Arka, a jesienią by poznać Przemka i Filipa. Niepowtarzalne.
Alez to byly czasy. Pamietam ten klimat na pustym lotnisku w Dublinie. Jak cos to zaczalem wlasnie sluchac. Nie wiem co mnie czeka dalej ….
Racja Papciu, spotkania to jest magia. No może przesadzone stwierdzenie ale głosy głosami, podcasty podcastami, skypy, wavy to nie to samo. Czasem trzeba to poczuć. Tu magia radia nie pomaga, trzeba pogadać przy wódce i ogórku…
Jak Szczepan pisze… wtedy nikt nikogo nie znał, było nas 10-15 osób podcastowych i było inaczej niz teraz…
Szczecin też był boski, szczegołne dla mnie, gdzie wszystko, że tak wiele się u mnie wtedy stało w te 24 h…
Zawsze bede pamietala pierwsze majowe spotkanie w Amsterdamie. Gdy na schodkach na placu Damm wypatrywalam podcastowych szalencow latajacych z mikrofonem:))) ludzie tworzacy klimat nie do opisania!